(Source : slicemywrists, via losingthe-war)

Chciałbym, żeby mnie to chuj, ale mnie to wcale nie chuj, mnie to bardzo i mnie to boli.

Ochocki, Vithren 

(Source : dysmorfofobia)

ostatni raz płakałam tak trzydziestego sierpnia. chyba tego potrzebowałam. zaczynając od głupiej kłótni pływackiej staczając się powoli do głębszej analizy życia śpiewanej zimnej łazienki podłodze. ja pod skórą drzazga. bo tak naprawdę nic nie znaczę. bo przecież A. miesiące wcześniej znalazłby tę miłość. gdyby nie ja. bo Ł… bo jego podobno zraniłam. nie wiem, czy dumę, uczucia. boli. i ta nieszczęsna M., której nie potrafię pomóc. która tak niszczy. w jednym zdaniu, jednym słowie prostym. zabija. wsłuchanie w ciężkie pulsowanie żył, w szloch ten nieopanowany, w milion wciąż żywych myśli, które powinny być martwe. jak ja. może tylko wewnętrznie. chwilami chciałabym… tak łatwo jest zniszczyć czyjeś szczęście garścią złych słów jedynie. tak żyć w lęku, że szklana bańka rozpęka mnie na same dno smutku, w daleki odmęt nienawiści, mętliku. jestem niewolnikiem. ludzi, których nienawidzę. plakietek doklejanych, gdy tylko się odwrócę. wszystkich tych żałosnych mężczyzn poszukujących aprobaty. zjadanych własnymi kompleksami i głupotą. gardzę nimi, gardzę sobą. niszczę ludzkie światy. tak łatwo byłoby zapomnieć, uciec. a przecież dzisiaj miało być tak pięknie, przecież prywatne hasz session zamyka się w ostatnich dwóch dobach. i umieram tak sobą, bo kilka sekund wystarcza M., żeby znów mnie zabić. obciążyć moje płuca, moje myśli. bo nie ma we mnie nic. i nic nie jestem wart. 

ostatni raz płakałam tak trzydziestego sierpnia. chyba tego potrzebowałam. zaczynając od głupiej kłótni pływackiej staczając się powoli do głębszej analizy życia śpiewanej zimnej łazienki podłodze. ja pod skórą drzazga. bo tak naprawdę nic nie znaczę. bo przecież A. miesiące wcześniej znalazłby tę miłość. gdyby nie ja. bo Ł… bo jego podobno zraniłam. nie wiem, czy dumę, uczucia. boli. i ta nieszczęsna M., której nie potrafię pomóc. która tak niszczy. w jednym zdaniu, jednym słowie prostym. zabija. wsłuchanie w ciężkie pulsowanie żył, w szloch ten nieopanowany, w milion wciąż żywych myśli, które powinny być martwe. jak ja. może tylko wewnętrznie. chwilami chciałabym… tak łatwo jest zniszczyć czyjeś szczęście garścią złych słów jedynie. tak żyć w lęku, że szklana bańka rozpęka mnie na same dno smutku, w daleki odmęt nienawiści, mętliku. jestem niewolnikiem. ludzi, których nienawidzę. plakietek doklejanych, gdy tylko się odwrócę. wszystkich tych żałosnych mężczyzn poszukujących aprobaty. zjadanych własnymi kompleksami i głupotą. gardzę nimi, gardzę sobą. niszczę ludzkie światy. tak łatwo byłoby zapomnieć, uciec. a przecież dzisiaj miało być tak pięknie, przecież prywatne hasz session zamyka się w ostatnich dwóch dobach. i umieram tak sobą, bo kilka sekund wystarcza M., żeby znów mnie zabić. obciążyć moje płuca, moje myśli. bo nie ma we mnie nic. i nic nie jestem wart. 

(Source : idees-sombres, via losingthe-war)

jeeeej.

jeeeej.

(via paradise-at-wonderland)

pozytywnie!

(Source : youtube.com)

Pociągają mnie nie te rzeczy, co trzeba: lubię pić, jestem leniwy, nie mam boga, polityki, idei ani zasad. Jestem mocno osadzony w nicości, w swego rodzaju niebycie, i akceptuję to w pełni. Nie czyni to ze mnie osoby zbyt interesującej. Nie chcę być interesujący, to zbyt trudne. Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju.

Charles Bukowski, “Kobiety” 

(Source : motorower, via niepocieszona)

Try to learn to breathe deeply, really to taste food when you eat, and when you sleep, really to sleep. Try as much as possible to be wholly alive with all your might, and when you laugh, laugh like hell. And when you get angry, get good and angry. Try to be alive. You will be dead soon enough.

Ernest Hemingway 

(Source : stonechimneys, via lackinglovely)

bo pani P. ma ogromny wpływ na rozwój mojej inteligencji emocjonalnej. jej, tyle rzeczy powinnam tutaj jeszcze dodać. tyle myśli, tyle wewnętrznych wywodów. trudno jest tylko się uczyć, zamknięta już w tych czterech ścianach wyrzutem sumienia i wszechobecnym poirytowanym wzrokiem. groteską strzegącą bram do świeżego powietrza. tak siedzieć. wariować. miętolę tekst własnego autorstwa w kółko i w kółko, coraz bardziej obcy. potrzebuję faceta. tak w sumie tylko dolnej połowy. kobieta też ma określone potrzeby, a samotność wady. a ja czytam rozprawkę o erotyzmie od dwunastu godzin. z jedenastogodzinną przerwą. i nie powiem, że się nie udziela. oj nie powiem. 

(Source : youtube.com)

(via vicforprez)

(via vicforprez)